Jak przedstawić referat na konferencji?

Po co jeździć na konferencje naukowe i prezentować własne badania? Jak radzić sobie ze stresem? Jak planować wystąpienia?

Konferencje są ważną częścią życia naukowego. Jednocześnie w trakcie studiów – a chyba także w szkołach doktorskich – zbyt mało rozmawiamy o tym, jak wygłaszać referaty konferencyjne. Zapraszam więc do lektury moich refleksji i sugestii. Traktujcie, je proszę, jako jedną z możliwych opowieści o konferencjach naukowych, a nie jako ostateczną prawdę o nich. Przy czym od razu ważne uściślenie: tekst dotyczy raczej formalnej strony wystąpień niż ich aspektów merytorycznych (co nie znaczy, że te ostatnie się nie liczą!).

Kieruję ten wpis głównie do młodszych badaczek i badaczy. W paru miejscach odniosę się do najbliższych mi obecnie badań nad grami (groznawstwa, game studies), ale mam nadzieję, że całość przyda się osobom reprezentującym różne obszary wiedzy w zakresie nauk humanistycznych i społecznych.

Od czego zacząć?

Nim wystąpimy na konferencji, trzeba się na nią dostać. Czasami będzie to łatwiejsze, czasami trudniejsze. Przygotowywanie zgłoszeń konferencyjnych (które potem mają szansę zostać przyjęte i mogą przekształcić się w ustny referat) nie jest przedmiotem tego tekstu, ale dawno temu na swoim starym blogu napisałem na ten temat krótką notkę, która nadal wydaje mi się aktualna (ukazaną tam strukturę pisemnego abstraktu można też przełożyć na układ treści ustnego wystąpienia). A jeżeli tak się akurat składa, że interesują Was międzynarodowe konferencje w dziedzinie game studies, to polecam poświęcony im tekst Agaty Waszkiewicz.

Ponadto zwykle prościej jest zacząć od wydarzeń mniejszych, w bardziej kameralnym gronie, w otoczeniu osób, z których przynajmniej część już znamy. Wiele osób zaczyna od konferencji studenckich czy studencko-doktoranckich, następnie udaje się na regularne konferencje krajowe, a ostatecznie – na międzynarodowe.

W przypadku badań nad grami warto śledzić cykl Seminariów Groznawczych, które najczęściej odbywają się w Krakowie, ale np. najbliższe będzie mieć miejsce w piątek 26 czerwca w Łodzi. Są to przyjazne miejsca do ćwiczenia prezentacji, testowania pomysłów, dyskutowania i networkingu. Informacje o nich możecie śledzić na serwerze Discorda „Groznawstwo w Polsce”.

Do czego służą wystąpienia na konferencjach?

Po pierwsze, referaty konferencyjne to wizytówki. Pisałem o tym swego czasu na wspomnianym blogu i nadal tak myślę. Przez dwadzieścia minut nie posuniemy naprzód stanu wiedzy naukowej, ale możemy zainteresować innych tym, co robimy. W tym celu trzeba pomyśleć o słuchacz(k)ach. O czym i w jaki sposób opowiemy, aby przyciągnąć ich uwagę właśnie w tym miejscu i czasie? Co zrobimy, aby wieczorne wystąpienie w drugim dniu imprezy okazało się ciekawe dla ludzi zmęczonych innymi referatami, a poranne – dla tych, którzy nie poszli spać o 22.00? Rdzeniem wszystkiego pozostają nasze badania, ale kwestie komunikacyjne i retoryczne trzeba koniecznie brać pod uwagę.

Po drugie, nic nie stoi na przeszkodzie, aby potraktować referat np. jako przygotowanie do artykułu, w którym ujmiemy temat bardziej dogłębnie. Nie wszystko musimy mieć dopięte na ostatni guzik i można o tym powiedzieć wprost publiczności. Zarazem jednak nie jest to powód, aby stawać przed mikrofonem bez przygotowania (w tym sprawdzenia stanu badań!). Przy tym proporcja naszych pytań i odpowiedzi może się zmieniać w zależności od wydarzenia – formuła work in progress jest nierzadka m.in. na Seminariach Groznawczych, a także na warsztatach (workshops) stanowiących część większych konferencji.

Po trzecie, rzadko zdarza się tak, by pojedyncze wystąpienie było niepowtarzalną okazją do przełomu w karierze naukowej. Warto z podwójną pieczołowitością przygotowywać się do ważnych konferencji, ale nawet jeśli referat nie wyjdzie nam najlepiej, to jest jeszcze parę dyskusji, lunchów, wieczornych imprez i przerw kawowych, podczas których możemy nawiązywać i wzmacniać akademickie więzi. Co więcej, nasze wystąpienie jest tylko jednym z wielu i pozostałe osoby na pewno nie będą od nas wymagały najlepszego referatu w historii nauki. To krok na drodze, a nie dzieło życia.

Źródło zdjęcia: Wikimedia Commons, licencja CC BY 2.0

Stres konferencyjny

Wystąpienia publiczne – w tym referaty na konferencjach – potrafią być stresującym doświadczeniem. Stres objawia się bardzo różnie: jedni muszą przed wystąpieniem odwiedzić łazienkę, inni dostają suchości w gardle, dreszczy, gorączki bądź bólu żołądka, a jeszcze inni budzą się z lękiem o szóstej rano. Można spotkać się z relacjami osób, u których większość reakcji stresowych z czasem minęła – nierzadko dzięki długim ćwiczeniom – ale i takich, które musiały nauczyć się z nimi żyć.

Dla osób postronnych objawy stresu są zazwyczaj niewidzialne. Ani publiczność, ani rozmówcy nie czują tego, co się dzieje w naszym organizmie, kiedy występujemy lub szykujemy się do referatu. Sami i same też nie widzimy wielu cudzych reakcji stresowych, przez co łatwo ulec złudzeniu, że stresujemy się tylko my. Zjawisko to jednak ma też dobrą stronę, którą wyraziła Alicja Urbanik-Kopeć: „To jest rada na konferencje, ale na życie w sumie też. Otóż ludzie nie wiedzą, jak bardzo się stresujesz, i łatwo ich oszukać”.

Istnieje wiele technik radzenia sobie ze stresem. Poniżej przedstawiam parę przykładów; aby wiedzieć, które z nich mogą Wam pomóc i w jakim stopniu, trzeba je indywidualnie przemyśleć lub wypróbować. Nie są to recepty na wszystkie konferencyjne problemy – dla przykładu, jeśli macie poczucie przepracowania i braku czasu na porządne przygotowywanie wystąpień, to może trzeba po prostu jeździć na mniej konferencji.

1. Ważnym aspektem referatów jest dzielenie się z innymi własną pasją. Generalnie tematy wystąpień wybieramy samodzielnie i mówimy o tym, co sami robimy i co szczerze nas interesuje. Być może takie spojrzenie pomoże Wam przenieść referaty konferencyjne z mentalnej kategorii „trudnego zadania” do przegródki „mówienia o ciekawych sprawach”. Pamiętajcie jednak, że udane wystąpienia są nie tylko interesujące, ale też dobre merytorycznie!

2. W polskim systemie edukacji nie ćwiczymy sztuki wystąpień publicznych – ani w szkołach, ani na studiach, ani na doktoracie. Dlatego nie ma powodu, aby ktoś spodziewał się po nas cudów retoryki, zwłaszcza jeśli jesteśmy jeszcze doktorant(k)ami, a tym bardziej student(k)ami. Ćwiczyć trzeba, ale jeżeli pewne rzeczy nie wychodzą, to może po prostu na tym etapie mamy prawo jeszcze nie wszystko wiedzieć i umieć?

3. Jeśli w sali są osoby, które lubimy, przydatna może okazać się myśl o tym, że nas słuchają i nam kibicują.

4. Jednej z takich osób możemy zaprezentować nasz temat przed terminem wystąpienia. Nie jest wykluczone, że otrzymamy cenne uwagi merytoryczne lub formalne, ale przede wszystkim przekonamy się, że umiemy wygłosić referat i nie następuje przy tym katastrofa.

5. Może zdarzyć się i tak, że najskuteczniejszą doraźną pomocą będzie zażycie jakiegoś środka uspokajającego. Nie demonizowałbym tego rozwiązania, ale też zachęcałbym do skonsultowania go z kimś zawczasu (w miarę możliwości pewnie najlepiej z kimś, kto zna się na medycynie). Znajoma lekarka podpowiada również, że nie należy zażywać takich środków po raz pierwszy tuż przed referatem, bo może się okazać, że wystąpią silne efekty uboczne – i np. prawie zaśniemy na scenie.

6. Dobre przygotowanie merytoryczne również może pomóc w redukcji stresu. Gotowy plik z prezentacją, opracowane notatki, kilkakrotne wyszlifowanie pierwszego zdania, wypowiedzenie całego referatu na głos na dzień przed terminem – niejedną osobę to uspokoi. Tak jak i w innych przypadkach nie jest to jednak żelazna reguła, a w dodatku trzeba tu z kolei uważać na perfekcjonizm. Pracujmy z założeniem, że referat istniejący jest lepszy od idealnego.

Źródło zdjęcia: Benoit Rochon, Wikimedia Commons, licencja CC BY 3.0

Planowanie referatu

Słuchaczki i słuchacze mają ograniczone zdolności koncentracji, a Wasze wystąpienie nie jest jedynym w danym dniu. Oto kilka wskazówek – niezobowiązujących, potencjalnych – jak odnaleźć się w tej sytuacji.

1. Jeżeli wystąpienie nie zainteresuje publiczności w pierwszych minutach, później może to być bardzo trudne. Zachęcam więc do tego, by odpowiednio przygotować początek referatu. Można zacząć od zagadki (od pytania, które będzie ciekawe, zaskakujące, a nawet absurdalne) i następnie prowadzić publiczność do jej rozwiązania. Można podać nieoczywistą tezę lub wynik badań i zapowiedzieć kolejne. Można przyszykować anegdotę związaną z tym, o czym chcemy mówić. Tyle możliwości!

2. Nad pierwszymi zdaniami mamy największą kontrolę – nie musimy się spieszyć, nie jesteśmy też związani wcześniejszym biegiem wystąpienia. Jednocześnie może to być najbardziej stresujący moment. Dlatego warto rozważyć parokrotne przećwiczenie tych kilku zdań przed referatem (ja sam mam taki zwyczaj).

3. Dobrze jest również dopracować zakończenie, bo to od niego zależy, z czym zostawicie słuchających. Ostatnie zdania są dobrym momentem na powtórzenie najważniejszej tezy albo wskazanie najciekawszego problemu. Można także powiedzieć, w jaki sposób Wasze badania mogą się przydać innym albo co wnoszą do stanu wiedzy.

4. Plik z prezentacją pełni wiele funkcji; jedną z nich jest nadawanie porządku wystąpieniu. Dla mnie samego to właśnie praca nad slajdami często jest okresem ustalania struktury referatu. Przy tej okazji można też zastanowić się nad tym, jak zasygnalizować ową strukturę publiczności. Może warto np. trzymać się zasady „początek każdej nowej sekcji to slajd z ilustracją” albo nadawać kolejnym częściom pliku nieco inną kolorystykę?

5. Jeśli korzystacie z prezentacji, upewnijcie się, że będzie dostępna nawet w przypadku komplikacji. Weźcie ze sobą plik w paru formatach (pptx, ppt, pdf), zapiszcie go na pendrivie i na mailu, a także na laptopie, jeżeli bierzecie go ze sobą. Możecie nawet zawczasu wydrukować slajdy – po kilka na stronie – żeby mieć je przed oczami, jeśli Wasz plik z jakiegoś powodu nie otworzy się na komputerze konferencyjnym. Choć tej ostatniej pułapki z reguły można uniknąć, sprawdzając z wyprzedzeniem, czy plik działa właśnie na tym komputerze, na którym ma zostać odtworzony.

6. Można z wyprzedzeniem wypowiedzieć cały referat na głos. Nie wszyscy to lubią, ale zachęcałbym przynamniej do wypróbowania takiej możliwości. W ten sposób można przetestować newralgiczne miejsca, zlokalizować fragmenty niedopracowane, a także sprawdzić ze stoperem w ręku, czy nie mówimy za długo. Spotkałem się też z pomysłem nagrywania własnego wystąpienia i parokrotnego odsłuchiwania go choćby w tramwajach, aby lepiej utrwalić je sobie w głowie.

Słowo na koniec

Dobre referaty to w dużym stopniu kwestia wprawy. Nie wszyscy będą świetnymi mówczyniami i mówcami, generalnie jednak każde z nas może starać się stopniowo ulepszać swoje referaty. Nawet jeżeli czujecie, że wystąpienia publiczne nie są Waszą mocną stroną, to wciąż możecie np. na spokojnie zastanowić się przed referatem, jak go ułożyć, aby był możliwie najprzejrzystszy – to już dużo!

Przede wszystkim zaś powtórzę: pojedyncze wystąpienie konferencyjne to raczej krok na długiej drodze niż przełomowy moment. I przypuszczalnie nikt inny nie przejmie się nim nawet w połowie tak bardzo, jak my sami. Przygotujmy się, zróbmy swoje i idźmy dalej – jeżeli poszło dobrze, to świetnie, a jeżeli nie, to niemal na pewno będzie jeszcze wiele okazji.

***

Tekst w znacznej mierze pokrywa się z niegdysiejszym wpisem blogowym, który zainspirowany został wypowiedziami i podpowiedziami Barbary Borkowskiej, Katarzyny Czajki-Kominiarczuk, Olgi Drath, Pauli Drewniak, Moniki Helak, Adama Kasprzaka, Anny Krawczak, Jacka Olendra, Magdaleny Piekarskiej, Hanny Raszewskiej-Kursy, Klary Sterczewskiej, Alicji Urbanik-Kopeć, Anki Wandzel, Marcina Zaroda i Ewy Zegler-Poleskiej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.